wtorek, 30 grudnia 2014
Marzenie o oddychaniu.
niedziela, 28 grudnia 2014
Samotność zabija powoli.
piątek, 26 grudnia 2014
Szron.
czwartek, 25 grudnia 2014
Meshuge.
Dąb oswojony
Prosta przez bagien pola.
Horyzont rzeczywistości
Połyka nadzieje
Lecz wiatr już w plecy wieje...
wtorek, 23 grudnia 2014
Opowieść przedświąteczna No.2
Podróż po ostatnią pracę Diany Vreeland...
Diana Vreeland słynęła z niezwykłej odwagi w kreowaniu i materializowaniu swoich wizji.
Diana zrewolucjonizowała wystawy w muzeum historii strojów, umieszczając je na manekinach w aranżacjach niczym z domów handlowych wprowadziła do muzeum ruch. Tchneła żcie. I to życie się tam przyciągnęło w postaci kolejek odwiedzających.
Szukałam pracy i zobaczylam, że biuro archi
Z entuzjazmem rzucam wszystko i ruszam do biura z ogłoszenia. Biegnę na przeciw pracy jawiącej się jako najciekawsze dla mnie zbawienie..
W drodze przecinam świąteczny jarmark. Raj pomieszanych sprzedawców dziś mnie nie denerwuje nawet. Nic mnie dziś nie denerwuje, a każda napotkana dokuczliwość będzie niezwykle ciekawa. Adres wskazuje mi złowieszcza choinka bez czubka, symbol oczekiwania chyba.. A może symbol niedorobionych Świąt? Nie ważne. Padło na kamienicę najbardziej w Rynku kiczowato wyremontowaną.. I z domofonem z dala od drzwi, żeby nie było zbyt lekko pewnie.. I bez tabliczki z nazwą firmy, choć tym się nie zrażam. Wiem, ze to o niczym nie świadczy.. Mam praktykę. Dziwnym fartem jednak bez wysiłku wchodzę zaraz za Panem z pieskiem.
Po żadnej kamienicy nie spodziewałam się czegoś takiego... Struchlałam. Chociaż do truchła to akurat mi było bardzo daleko.. Czego nie mogłabym powiedzieć o wnętrzu.. Od drzwi uderza mnie chmura zdrowej kupy!.. To interesujące, myślę, drzwi w Rynku do innego świata.. Oprzytomniała z dezorientacji brnę dalej. Przecinam więc wesoło chmurę tej kupy wyobrażonej, a ona z wzajemności miesza się z zapachem mojego zimowego snu, Pure Poison Dior'a. Oportunistycznie upewniam się pana z pieskiem, czy to, co widzę to klatka schodowa.. Nie jest inaczej. Droga mrocznych i brudnych, wielokierunkowych i wąskich starych schodów prowadzi mnie do góry sedna. Tyle schodów.. Cudowanie! Mogłabym co rano spalać dodatkowe kilokalorie! Rozładowana z negatywnych emocji z uśmiechem docierać do biura. Co za bufor doskonały. Rozkoszując się wizją wskakuję na kolejne stopnie.. Podskokom wtóruje ożywczy ból wszechobecnych zakwasów po ostatnich treningach.
Jestem na ostatnim piętrze. Cardio u mnie jeszcze słabe, więc dyszę sobie powoli, a biura ani śladu. To już mnie nie dziwi. Drzwi się kończą na numerze o jeden mniejszym, niż ten pożądany.. Na przeciw wątpliwościom, czy cel wyprawy znajdę, rozglądam się uważnie i po chwili dostrzegam, że da się wejść wyżej.. Zatem wyprawa w najlepsze trwa dalej. Zmierzam ostatnim nietypowym ciągiem na strych.. Coraz ciemniej się robi. Pochylona przez zmęczenie widzę pod stopami linoleum imitujące gazety.. Wreszcie pierwszy trop. Wspaniale! ..I troje drzwi przede mną. Właściwie jedne, bo dwoje odpowiednio z lewej i prawej. Wszystkie bez numeru. Głosy zza prawych. Kieruję się więc w ich stronę, gdy wzrok mój wstrzymuje.. Drzwi środkowych światło dziurki od klucza. Wielkiego jakiegoś. Chwilę walczę ze sobą. Jakaś nonsensowna to walka o tym czy wypada, czy nie, czy to poważne, czy może szkoda tych paru sekund, żeby zajrzeć i tracę czas na zastanawianie, kto się tak zachowuje jak ja? W końcu sięgam po rozum i naturalnie podchodzę. Przytykam me oko natychmiast chłodem owiane.. I nie dowierzam. Za dziurką pomieszczenie, a za nim okienko, a za okienkiem kadr świata, a w nim.. dwie wieże.. Mostem złączone. W remoncie. Niespodziewanie usłyszałam "wow".. Co bezwiednie wzdychnęłam. Co się święci na Katedrze Św. Marii Magdaleny już wiedziałam.. Na chwilę przeniósł mnie do świata zewnętrznego ten obrazek z informacją..
I wiedzieć tutaj trzeba, że wszystko z czym się tutaj spotykamy, to symbole z nieba, tzn. z nas samych i dla nas w zwierciadle wszechświata zbudowanych...
Ale ja w podróży.. Czas iść do celu. Nasycona widoczkiem kontynuuję w pełnej euforii. Mijając przystanek wchodzę w drzwi prawe. To znaczy, pukam, chociaż wiem, że do biur się nie puka.. Po dziwnym rytuale, otwieram je sobie niepewnie. Uderza mnie jasność. Co za miły kontrast.. A za nim kolejny! Z antresoli schodzi do mnie mężczyzna w czerni. Smukły, z matową łysiną, a miną ponurąąąąą.. Najmocniej, jaką w życiu widziałam!.. I z wyłupiastymi oczyma. Surowy głos typa mnie wita mnie niechętnie..
I gdyby nie to, że biuro białe, pachnące i nowe, to pomyślałabym, że spotkałam Goluma.
Myślę, że to musi być miły człowiek. W swoim gruncie... Pięknie energetycznie oszczędny w komunikacji, poucza, że jak nie byłam umówiona, to się dzwoni. Dobrze wiem o tym, więc przytakuję. Ja chciałam przyjść znienacka. Tak zawsze lubiłam. Bez względu na finał. Samo dochodzenie zawsze najbardziej lubiłam, bo najsmaczniejsza jest droga... przygoda...
Już mam wychodzić, gdy na do widzenia z góry żegna mnie głos anielski... Woła, że mogę coś zostawić, jak coś mam. Coś miałam. Portfolio zostawiam nieprzekonana, bo wiem, że w tym, co mam do zostawienia nie ma tego, z czym przyszłam... Bo przyszłam ze sobą i rozmową... Mimo wszystko z eksploracji wracam zachwycona.
Być może natrętnie wtargnęłam, ale co z tego..? To, że doświadczenia multiwrażeniowej kamienicy zachowam sobie na zawsze. To najbardziej miła kamienica na rynku. Sama jest jak przykład dobrej wystawy..
Kilka dni później.
Cisza. Nie lubię tej ciszy. Chyba znowu wpadam na rzeczywistość... Idę z zapałem, a potem się okazuje, że to zwykli ludzie. Włącza mi się narzekanie.. Zwykli ludzie nie zasługują na niezwykłe miejsca.. Nie szkodzi. Życie jest sprawiedliwie niesprawiedliwe dla wszystkich. To daje zawsze nadzieję.
bonus
Truth: Przepraszam, czemu ta choinka nie ma czubka?
Ochroniarz jarmarku odpowiedział: Nie wiem, taką ją zrobili.
No i już wiedziałam, bo głupie prytanie zadałam.
Opowieść przedświąteczna No.1
Kiedyś byłam hostessą.
Zastanawiałam się, co wniosła rola hostessy...
Wchodzi dziadek.
Zachęcam do kosztowania.
Mijają minuty...
Z oddali widzę niezrozumiałą scenę.
Nie mogę na to patrzeć, a patrzę i nic nie mogę zrobić...
Zniecierpliwiony facet zapłacił dziadkowi
Odprowadziłam dziadka do drzwi
Patrzyłam na życie.
Od starego mężczyzny
poniedziałek, 22 grudnia 2014
Mruczę sobie Miłosza Czesława.
Nie rozmach
Nie przestrzeń
A bliskość powiązań.
Każdy element jak powrót...
Nieidealnie
Nie wszystko
Nienasycenie...
niedziela, 21 grudnia 2014
Bliskość najbliższa.
piątek, 19 grudnia 2014
Historyjki dziecięce.
Najsmaczniejsza jest droga.
Mgła niewiadoma..
Mgły magia.
czwartek, 18 grudnia 2014
Oderwanie zorganizowane.
wtorek, 16 grudnia 2014
Nieuniknione.
Sama z siebie przychodzi tylko śmierć.
I miłość... być może.
Edit 2021: wszystko to, co naturalne, co z swej natury wynika...