środa, 21 października 2015

Love Move.

Idź.
- Idź spać.

Dziś znów się nie wydarzy...
- Zdarzy się nic.

Nic - nic.
- Już noc.

Noc.
- I Twój koc...

Nie śni się.
- Poci się.

Zaśnie...
- Nie zgaśnie.

Żyję.
- Żywi się...

Nadzieją...
- Na śniadanie.

Zaśpię?
- Nie, wstanie.

wtorek, 20 października 2015

Zrozumienie.

Kto słucha, ten nie myśli. (myślałem, że już skończyłaś)
Kto myśli, ten słucha siebie.

poniedziałek, 19 października 2015

Odpuszczenie.

Tyle było planów.
Tyle było ludzi.
Tyle nadziei.
Tyle powtórzonych słów.

Nie chcę już.

Tyle...
Zapału
Ile sił.
Tyle.

Ostatni raz sen mi się śnił.

Tak nie może być.
Od decyzji
Nic mnie nie powstrzyma
Żadna zewnętrzna siła. (Akt ósmy.)

niedziela, 26 lipca 2015

Wskazówki.

Tu nie ma wskazówek.
Na próżno ich szukać.

Istnieje tylko
Zdecydowanie i wiara.
Nasze działania.

wtorek, 14 lipca 2015

Rzeczywistość.

Rzeczywistość...

Stała się bardziej czuła.
Co się stało...
Coś się dzieje.
To, co gdzieś istnieje... Istnieje!

Odpowiada tak szybko.
Na myśli
Na słowa
Słów gesty...

Uległa
Lecz swoja
Bez sugestii
W esencji nieruszona.

Naiwnie to...
Brzmi
Naiwność t
ego rodzaju...
Uwielbiona.

A mój oddech...
Nadal...
Potrafi...
I wtedy przyspiesza.

Zachwytem
Nad światem
Się miesza
Tym żyje.
(tym żyję)

Złota świetlistość wpada przez bramy
Z Niebios
Na Ziemię
Spadamy...
(Akt siódmy)

piątek, 3 lipca 2015

O sile śniła.

Nocą pływała w rozległym basenie.
Bez lęku.
Nad ranem zobaczyła jego głębię.

Pływała dalej,
Przy bezchmurnym niebie,
Gdy właściciel wyciągnął korek...

Złośliwie.
Jej,
Lecz i sobie.

Nie podobało mu się,
Że działa, jak chce
I nie boi się. głębokości

Niewzruszona
Poszła
W innym miejscu pływać.

Właściciel
Bez wody
Zaczął dogorywać.

czwartek, 2 lipca 2015

Szamotanie.

Wierzyć...
W ludzi.

Wierzcie lub nie
Pod koniec
Dobry dzień
Zawsze wygrywa.

Nie potrzebuje już

Do tego wina.
Choć może
To i Jego wina...

I wszystko to z ciepłem
Porannych zachodzących promieni
W przestrzeń powietrzną
Umyka.

Wino jest magiczne.
To, co nas odrywa
Odkrywa.
Dobre, co niebezpieczne.

Chcemy
I boimy się
I to jest piękne.
I jest niebezpieczne...

Przyzwyczajeni do granic.
Tracone z horyzontu
Budzą strach.
Nie dobrze wtedy stać...

Gwiazda
Jedna
Nad drugą
Zawieszona... (spadać...)

Do świętowania i do melancholii
Mam dwa kieliszki.
Wino z obydwu
Tak samo smakuje.

Dobrze teraz to czuję...

To przyjemne wino
Co tak słodko
Mnie usypia...

Zrywam wszystko
Ze wszystkimi
Niech mi będą dziś...
Obcymi.

Oj, jestem już daleko
I jeszcze dalej.
Biegnę za Nami
W drugą stronę...

Zostawiłam gdzieś, po drodze
Moją wiarę
Albo... zbuntowała się
I to ona mnie...

Czeka tam na mnie
Jak małe dziecko
Wskazuje
Dobry kierunek.

Jak małe dziecko
Co niepostrzeżenie
Zatrzymało siebie
Zwrócić naszą uwagę.

Jak mogłam
Ją zostawić?
Braku
Nie zauważyć?

Tak wygląda ludzi psucie:
Z wiary wyzucie.
Bez celu
Bezczelni?

Wczoraj wybrałam.
Wierzyć w ludzi... niż ich nie lubić.
Decyzja padła.
Będzie nieupadła.

Rosnę w siłę.
Zmiotę wszystko
Co mi się nie podoba
Z drogi!

Pedantycznym zamiarem
Wybaczam
I na wieczność
Zostawiam.

Tańczę na tarasie
Ze złości śmiać się.
Wytarta granica
Uśmiechu...
 
Na zawsze zostaje...
Otwarta...
Jestem
Nienormalna!

Co innego mogę zrobić?
Pociągnąć ich za rękę
Nie godzić się
Na bezsensowną udrękę?

Przyszedłeś
Na ziemię...
Na chwilę...
Dziękuję Ci... za nie.

Z każdym łykiem
Wina
Miłość... winna
W serce napływa...

Wczorajsze słowa...
Dziś w piasku kaca głowa.
Nie będę
Ślepo szalona.

Podpisano,
Niewzruszona. (Akt szósty)

wtorek, 30 czerwca 2015

poniedziałek, 29 czerwca 2015

O czasie.

Patrząc na życie
Niepojętą dziwność widzę.
W zachwyt nas wprawia
Dzięki nam, zło się w niej odnawia...

Co z pustki się staje
Zostaje...
Każdy dzień
Jak niezmierzona ilość złota.


Blask oślepiający

Kryje coś... to na nas czeka.
Coś się staje
Zawsze nie zostaje.


Gdzie to życie...
Spod stóp się wymyka
W bocznym lusterku
Obraz tak szybko znika.


W tle majaczy

To, co zapomniane
Chmura pyłu
I jest zasłaniane.


Echo czasu się odzywa.
Raz na jakiś
Czas...
O sobie przypomina.


W przestrzeń świata wnika
Znika i nie znika
Czas...
Z czasem nam umyka...

Niespokojny w międzyczasie drzemie duch
Niewolny
Nieczysty.
Sam nie zwolni się ze snów.

Myśli dziwnych hodowla
Rozwija się w chwast
I na ziaren nowych... pola
Nie starczy już mas.

Czas...
Najsilniejszy operator rzeczywistości.
Czy dlatego, że przeraża
Czy dla tego, że go nie ma...

A może...
Nie istnieje
To
O czym się nie wie?... (Akt piąty)

piątek, 26 czerwca 2015

Złoty pył.

Wolna.

Od zobowiązań
Długów i cieni.
Niezwiązana planami...
 
Stoi przed otwartymi drzwiami.

Potąd mam zawiłości.
Noszę nad głową
Nieskończone wolności...

Obrzucona.

Wezmę to błoto.
Zmienię je w złoto...
Sypnie zloty proch!

 
Nie mogąc przestać
Widzieć
 
I wymyślać...
Korzystać.
 
Planowanie
Optymalizowanie...

Otwarte oczy
Wstrzymują powieki.

Czarna otchłań z gwiazdami
Zostanie na wieki.

Szczegóły rzeczywistości
Ze wszystkich kierunków wciągane.

Nieskończenie rozległe obszary.
Myśli jak fraktale...

Badamy się w kółko
Ale wiemy więcej.

Drogą okrężną
Krąg poszerzany.

Byt nabyty

I byt zdobywany.

Bezbłędne koła
Fatalne kręgi.

Za samo myślenie

Na twarzy pręgi.

W miłe momenty
Przypraw mi życie...

Tak... czy inaczej
Nie ważne... jak... skrycie.

Za młoda
Na poddanie.

Zbyt letnia
Na chowanie.

Dużo pracy
Dużo myśli.

Mało
Mało...

Pod koniec dnia.
Śpiewam dla siebie...

Na złość snom
Na dobre śnię... Cię.

Spotkam się...
Gdzieś we Wszechświecie...

W złotym proszku
Rozpraszać wątpliwości.

Przez złoty pył
Widzę zależności...

Pożądliwie żyć i działać.
W przestrzeń świata pędzę.
 
Złotym pyłem jestem.
Rozpuszczać się nie chcę.

Szczęśliwy człowiek ten (to ten)
Co nie daje się naruszyć
 
Szczęśliwy ten
Co działa w sprawie duszy...

środa, 17 czerwca 2015

W dysharmonii.

W dysharmonii...
 
Rozchwiana.
Mówią o niej...
Sypie żartami z rękawa.

Tak ma.
Gdy bywa
Szczęśliwie nieszczęśliwa...

Sama.
Sama
Sama...

Jakby nie całkiem...
Zawsze...
Naga.

W zwyczaju dziwnym
Myślami jasnymi
Wypełniam luki...

Znika
Nie wiem
Nie ma, nie wiem...
 
Nie gonię dnia.
Przeganiam łzy.
Ganię sny.

Co innego mi się śni... wszystko wypłakałam.
Teraz to zwyczajnie
Czasem się przydarza...

Nienawidzę tu mieszkać.
I nienawidzę stąd wyjeżdżać.
Zwłaszcza do ludzi, zwykłości nadmiaru.

Tupię i tańczę
Rozrzucam pomarańcze
Śmieję się z moich dzieci!...

Rozpuszczone w świat.
Niech sobie radzą z nimi
Niech radzą inni... nim upłynie czas...

Wszystkim robić na złość... szczęściąc się...
Niezależnie.
Blaskiem razić.

Trzeba zawsze siły
Żeby z tego w coś niezwykłego...
Się uposażyć.

Pisanie nie daje wolności.
Zderzenia przeciwności...
Wolność daje... ręką na zasady machanie...

Będę sobie tak machać
Białą flagą z zieloną poświatą...
Na pożegnanie...

I mogą mówić
Że sobie tupię nóżką.
Niech mówią.

Wszystko bez znaczenia
Kiedy nie zamierzasz mówić...
Do widzenia.

Gdyby jednak zastał mnie koniec...
Moje ostatnie zdanie podkreślałoby życia schyłek:
Możecie pocałować mnie w mój zacny tyłek.

Tanie rymy.
Bez rytmu.
Bezsilnie.

Tak naturalnie.
Chwiejnie.
Zwykle...

Zlepki słów wklepane
Jak akordy durnie grane...
Fortissimo naciskane!

No ale...
A...
Aller!

Czasem dobrze się przemęczyć (naprawdę?)
W drodze...
Aby plan wypełnić. (Tak wierzysz?)
 
Chcę do domu
Za szybko...
Za szybą widzę wszystko...

Deszcze radości
Zalewane falą złości...
Niezłomnie...

W kolce figa obleczona...
Po przeciągniętym końcu
Przedwczesne początki...

Niespokojnej
Monotonii...
Karmić nie chcę...
 
Dysharmonii. (Akt czwarty)