wtorek, 30 czerwca 2015

poniedziałek, 29 czerwca 2015

O czasie.

Patrząc na życie
Niepojętą dziwność widzę.
W zachwyt nas wprawia
Dzięki nam, zło się w niej odnawia...

Co z pustki się staje
Zostaje...
Każdy dzień
Jak niezmierzona ilość złota.


Blask oślepiający

Kryje coś... to na nas czeka.
Coś się staje
Zawsze nie zostaje.


Gdzie to życie...
Spod stóp się wymyka
W bocznym lusterku
Obraz tak szybko znika.


W tle majaczy

To, co zapomniane
Chmura pyłu
I jest zasłaniane.


Echo czasu się odzywa.
Raz na jakiś
Czas...
O sobie przypomina.


W przestrzeń świata wnika
Znika i nie znika
Czas...
Z czasem nam umyka...

Niespokojny w międzyczasie drzemie duch
Niewolny
Nieczysty.
Sam nie zwolni się ze snów.

Myśli dziwnych hodowla
Rozwija się w chwast
I na ziaren nowych... pola
Nie starczy już mas.

Czas...
Najsilniejszy operator rzeczywistości.
Czy dlatego, że przeraża
Czy dla tego, że go nie ma...

A może...
Nie istnieje
To
O czym się nie wie?... (Akt piąty)

piątek, 26 czerwca 2015

Złoty pył.

Wolna.

Od zobowiązań
Długów i cieni.
Niezwiązana planami...
 
Stoi przed otwartymi drzwiami.

Potąd mam zawiłości.
Noszę nad głową
Nieskończone wolności...

Obrzucona.

Wezmę to błoto.
Zmienię je w złoto...
Sypnie zloty proch!

 
Nie mogąc przestać
Widzieć
 
I wymyślać...
Korzystać.
 
Planowanie
Optymalizowanie...

Otwarte oczy
Wstrzymują powieki.

Czarna otchłań z gwiazdami
Zostanie na wieki.

Szczegóły rzeczywistości
Ze wszystkich kierunków wciągane.

Nieskończenie rozległe obszary.
Myśli jak fraktale...

Badamy się w kółko
Ale wiemy więcej.

Drogą okrężną
Krąg poszerzany.

Byt nabyty

I byt zdobywany.

Bezbłędne koła
Fatalne kręgi.

Za samo myślenie

Na twarzy pręgi.

W miłe momenty
Przypraw mi życie...

Tak... czy inaczej
Nie ważne... jak... skrycie.

Za młoda
Na poddanie.

Zbyt letnia
Na chowanie.

Dużo pracy
Dużo myśli.

Mało
Mało...

Pod koniec dnia.
Śpiewam dla siebie...

Na złość snom
Na dobre śnię... Cię.

Spotkam się...
Gdzieś we Wszechświecie...

W złotym proszku
Rozpraszać wątpliwości.

Przez złoty pył
Widzę zależności...

Pożądliwie żyć i działać.
W przestrzeń świata pędzę.
 
Złotym pyłem jestem.
Rozpuszczać się nie chcę.

Szczęśliwy człowiek ten (to ten)
Co nie daje się naruszyć
 
Szczęśliwy ten
Co działa w sprawie duszy...

środa, 17 czerwca 2015

W dysharmonii.

W dysharmonii...
 
Rozchwiana.
Mówią o niej...
Sypie żartami z rękawa.

Tak ma.
Gdy bywa
Szczęśliwie nieszczęśliwa...

Sama.
Sama
Sama...

Jakby nie całkiem...
Zawsze...
Naga.

W zwyczaju dziwnym
Myślami jasnymi
Wypełniam luki...

Znika
Nie wiem
Nie ma, nie wiem...
 
Nie gonię dnia.
Przeganiam łzy.
Ganię sny.

Co innego mi się śni... wszystko wypłakałam.
Teraz to zwyczajnie
Czasem się przydarza...

Nienawidzę tu mieszkać.
I nienawidzę stąd wyjeżdżać.
Zwłaszcza do ludzi, zwykłości nadmiaru.

Tupię i tańczę
Rozrzucam pomarańcze
Śmieję się z moich dzieci!...

Rozpuszczone w świat.
Niech sobie radzą z nimi
Niech radzą inni... nim upłynie czas...

Wszystkim robić na złość... szczęściąc się...
Niezależnie.
Blaskiem razić.

Trzeba zawsze siły
Żeby z tego w coś niezwykłego...
Się uposażyć.

Pisanie nie daje wolności.
Zderzenia przeciwności...
Wolność daje... ręką na zasady machanie...

Będę sobie tak machać
Białą flagą z zieloną poświatą...
Na pożegnanie...

I mogą mówić
Że sobie tupię nóżką.
Niech mówią.

Wszystko bez znaczenia
Kiedy nie zamierzasz mówić...
Do widzenia.

Gdyby jednak zastał mnie koniec...
Moje ostatnie zdanie podkreślałoby życia schyłek:
Możecie pocałować mnie w mój zacny tyłek.

Tanie rymy.
Bez rytmu.
Bezsilnie.

Tak naturalnie.
Chwiejnie.
Zwykle...

Zlepki słów wklepane
Jak akordy durnie grane...
Fortissimo naciskane!

No ale...
A...
Aller!

Czasem dobrze się przemęczyć (naprawdę?)
W drodze...
Aby plan wypełnić. (Tak wierzysz?)
 
Chcę do domu
Za szybko...
Za szybą widzę wszystko...

Deszcze radości
Zalewane falą złości...
Niezłomnie...

W kolce figa obleczona...
Po przeciągniętym końcu
Przedwczesne początki...

Niespokojnej
Monotonii...
Karmić nie chcę...
 
Dysharmonii. (Akt czwarty)

wtorek, 16 czerwca 2015

Wieszczenie.

To, co się jawi*
Nie istnieje wcale*
To, czego nie ma*
Jest zawsze obecne...*

Ostatni akt przyniesie rozstrzygnięcie.
Ode złego odwracaj się
Na pięcie.
Napięcie...

Podróże po drogę
Kierunki i tchnienie
Ze skamieliny, wśród pyłu...
Wydobywać znaczenie.

Pozytywny nastrój...
Jakby sam z siebie
W istocie, z drobności
Spokoju stworzenie.

Z nikim i z niczym
Związane...
Tak z wewnątrz,
Jak z pustki się staje...

A co, jeśli dzisiaj bym uwierzyła
Tak prawdziwie, niechwiejnie
Beznadziejnie, a pewnie
Od dziś wierzyć zaczęła?

Co by się stało...
Zmieniać zaczęło
Się wszystko...
W myśl chęci, nieuwikłanie...

Życie odmierzam
I czasu wydarzenia
Mierzę utworami
Żywię się melodią...

Wolny rytm
Wszywa się w duszę...
Na słone krople (oczu)
Nasyła suszę...

Uśmiech...
Na sobie noszę
I niezłomnie...
Trwam.

Na koniec... dosięgnę uczucia...
Poczucia obowiązków
Własnopowołanych...
Wypełnionych tak... jak dziś.

I w obliczu śmierci
Nie będę się bała niczego...
Co ziemskie...
Co tu zasypia od lat.

To nie wojna,
Choć przegrywamy
I wygrywamy
Walki...

Gdzie Ziemia
Zbyt ciasna
A za krótki
Byt.

Za kłębiącym tłumem
Gdzieś ponad niebem
Istnieje...
Pozaczas...

To, co nieodkryte...
Słowa...
Jeszcze niezdobyte.
I pisanie...

Ale... zbyt wiele myśli po ale.