W ciszy zawieszony
W mroku otoczony
Skromnie i dostojnie bez ruchu przemija...
Na iskry Ziemi i Sklepienia
Tu ludzi, tam natury
Widoki miewa...
W kojącym blasku
Udomowionego złota
Odwiedza nas
Dziś nisko
Jest
I idzie.
Wyjawiwszy swą pełnię
Obnaża i granicę
W nicości...
Wisi
Na swym własnym łuku.
W miedź się przyobleka odchodząc
Za horyzont...
Z wolna umyka.
Jawi się w całości
Wbrew ciemności
Bo wiemy, że tam jest.
Więc staje się ciemnością
Dzięki naszym świadomościom
Istnienia jego.
A gdyby był
Naprawdę
Swym łukiem...
Czy nie w tym jego potęga
Że mimo swej całości
Nie boi się pokazać nieistniejącej małości?