Wszystkie piosenki śpiewają dziś o tym samym.
To jak deszcz spada na mnie
Mimo braku...
Bez pragnienia.
Świeża wilgotność
Wlewa się porankiem.
I wszystko, na złość, wygląda inaczej...
Ach!
(światło to niezwykle zwykła rzecz)
Miałam być zła.
A z dniem uleciały złości
Nie rozumiem...
Są dni, gdy sporadycznie wtrącają się radości.
Wytrącona z mętnego spokoju...
Och, ale to wróci
Jutro, jutro, jutro! Oby!
Wróci! Wróci... Wróci na pewno...
(tymczasem...)
Raz na tydzień muszę coś poplątać...
I już mnie pochwalił.
Już prosił, żebym się nie bała...
Proszę się nie bać, niech się Pani nie boi...*
Tak zwyczajnie.
Tak ładnie.
Na fali fartu znów...
Zostałam porwana.
(Co ja dziś znów mimowolnie zrobiłam?)
Zasadziło mi się w głowie
Jaki wygląd jest dany pewnej osobie.
Po co komu sprawdzać
Kiedy można tak sobie gadać.
(afirmacji maskę założyłam)
Wtem zza pleców ktoś uwagi się domaga...
Co to?
Kto to?!
Z niespania fakty błędnym ściegiem przeszywam...
(rzeczywistość pomylona...)
Pomylona!
Cudzą rolę komuś w dłonie włożyłam.
Co się dzieje...
Ktoś tak miło odpowiada!
(wszelkich podobieństw się chwytam, tak bardzo nie chcę "zapominam")
Dostał historię
Co nie dla niego... być miała... opowiedziana...
Ale wcale w tym nie ma
Czegoś złego...
Tylko ulotność zawsze pryska
Jak bańka mydlana koło kociego pyska.
Zbita z tropu...
Nie powtórzę się już przecież nikomu... (nie powtórzę się już nikomu)