sobota, 31 stycznia 2015

Bezbronność na tarczy.

Nierozerwalnie ze smutkiem wiążę siłę
Co ze mnie coraz więcej
Wciąż jej płynie
By równoważyć straty łez rozpaczy...
 
Jestem tu sama.
Ale mam pewne narzędzia
Żeby się z tego wydostać.
Siła, Wiatr i Wiara.

Wesprzeć się na myślach
Zamiast nimi pogrążać.
Każde ukłucie jak krzyk.
Bólu hartowanie... przeraźliwy ryk!

Nie udaję już
Że go nie ma.
Przyjmuję, obserwuję...
I nie poddaje się mu.

Bezbronność na tarczy niosę.
Napinam mięśnie
I czekam.
A on znika.
(takę mamy siłę, jeśli chcemy)
Dopiero przy uderzeniu... (napinam)
Zawsze
Do końca
Wierzę...
(choć chyba tak bardziej boli...)
Widzę, jak słabnie...
Wsysam jego moc.
Żartuję, że wkrótce
Będę aniołem.

Oby na Ziemi...
Tymczasem nadal człowiekiem
I może to nieoczywiste
Zmagam się z tą zwykłością czasem.

piątek, 30 stycznia 2015

Dotykanie przez szybę.

Łamałeś prawa
Przedostając się do innego świata.

Wyszarpane chwile.

Ale przezornie.
Zawsze w zbroi się wymykałeś.

Wcale niesprytnie.
(naiwnie dumny z siebie...)
Labiryntu potwory tylko
Dzieliły od wolności. (Nikogo przechytrzył. Taki sen.)

wtorek, 27 stycznia 2015

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Przekłuta bańka.

Miło o ość się rozbiło.

Nic nie ma takiej mocy.

Bańki pękają, ale to się nie kończy.

Miłość przychodzi na końcu

Ze znakiem zapytania. (Zawsze?)

czwartek, 22 stycznia 2015

Dziwna ta choroba.*

Zrozumienie
W pierwszej kolejności.
Wybacza... nie... zazdrości.
Nie narusza prywatności.

Uśmiechów mnogości
Niewyczerpanie wiele.

Daje wyciszenie
Przytulne otulenie
Dłoń otwartą, kiedy burza
Spokój ciszy nam zaburza.

Na każdą okazję czułości
Nieprzesadnej ilości.

Nie oszukuje się i siebie.
Nie szantażuje.
Nie straszy.
Prawdę we wszystkim zobaczy... (i wszystko wybaczy)

Tak w nocy jak za dnia
Musi być magia.

Podobieństw właściwych... (niewinnych i czystych...)
Wyważone złożenie...
Seryjne, w każdym momencie
Miłe, i żywe, wspomnienie...

niedziela, 18 stycznia 2015

Powrót do Domu.

Wracam do domu
Coś w oknie się tli...
Świeci światło i nieśmiało
Klimatycznie nastrojowo...

Ktoś tam na mnie czeka.
Samotność zrzucam u progu
I wewnątrz spotykam...
Mnie... W oczekiwaniu na siebie.

Powrót do domu jest tam
Gdzie stajemy się sobą.
Całkiem autentyczni
Bez kłamstw masek...

Naturalnie bezpieczni
Gdzie między
Jasnością a ciemnością... (wszystkich myśli)
Swobodnie można się miotać...

Jak to miło zmęczonym
Witać do domu drzwi...
Jeśli za niczym nie tęsknisz
Jesteś już w nim.

sobota, 17 stycznia 2015

Wychodzenie z mgły.

Ja fajkę za fajką
W pokoju...
Odmierzam minuty.
Unoszę myśli czarne
W biały dym spowijam...

I z każdym oddechem się truję
Ale nie żałuję...
Przeżywam świadomość.
Okradziona z doświadczeń
Przez siebie.

Załamania kącików,
Ust chwiania...
Wylewam na uspokojenie
Emocjonalne rozedrgania.

Ale co z płaczem
Którego nie ma
A być powinien...
Chcę pomóc sobie
Łzy wycisnąć muzyką...

Nie trzeba.
Same przyjdą
Kiedy się zbiorą...
Niecierpliwość zbędna.
Upragnionego Działania Chętna.

piątek, 16 stycznia 2015

czwartek, 15 stycznia 2015

Przypadki nieprzypadkowych powiązań.

Uwielbiam tę nitkę
Co gdy się wokół zaplącze
Wiedzie mnie do kłębka...

I to uczucie
Kiedy znów ją widzę
Gdy już o niej zapomnę.

środa, 14 stycznia 2015

Echo młodości.

Nie jestem już młoda.
Tylko dobiegają mnie echa młodości...

Nie nadążam za sobą
Ciągnę zaległości.

Czuję grawitację na twarzy
Ale młodość tak parzy...

W dorosłości
Jak w obcej skórze...

Dziecięcą naiwnością
Pesymizm rozchmurzę.

Naiwna z wyboru
Jestem, ale wiem.

Naiwnej z wyboru zatem
Czas pożegnać się.

A jak w niej tkwi siła?
Jeśli nie piękno?

Wrota do piekła...  (świadomym... być)
Czy nieba?... (nieświadomym... być)

W zastanowienie wpadam
Ważą się losy naiwności...

Może to błogosławieństwo
A może przekleństwo.

Na siłę się pozbywać
Czy nie łatwiej sobie zaprzyjaźnić?

Naiwność to czy wiara, która ignoruje...
Wnioski?

Czy nie pięknie być naiwnym?
Pięknie. Nieświadomym...

wtorek, 13 stycznia 2015

Fen.

Ze snu mnie zbudziły
Urywki nowych... (Puzzli?)

Wczorajsze rozwiał
Dzisiejszy wiatr.

Przywiał przykurzonej wiosny
Zapach, zapomniany...

Wyciągam mięśnie
Z kwaśnego wspomnienia.

Moje ciało wychodzi z odprężenia
Jeszcze pamięta.

Umysł niekoniecznie
Wtedy przyćmiony...

Tylko promienie wplatane we włosy
Rozgrzewają kończące się myśli...

Kocham ten wiatr.
Im silniejszy, tym silniej

Tym bardziej czuję
Przytulenie domu.

Tam
I tu 
 
Wewnątrz
I na zewnątrz
 
Miłe mi
Wrogie otoczenie.

piątek, 9 stycznia 2015

Klucz do wyobraźni.

A co jeśli...
Za... Co jeśli...
Coś pozytywnego się wkradnie?

Zakamarki myśli po domu rozsypane.
W nim były i zostaną niezastane.
Wszystkich się nigdy nie dopadnie.

Jak poddaję się słowom podwójnego przeczenia
Tak Jemu...
Gdzie On mnie na mnie otwiera.

Myśli w słowa splatam opowieści filmowej...
Jak Elegia* na zimowy wieczór...
Przełomu... lat... kolej...

Piszę życie, film się rozwija...
Bo dlaczego nie.
To nic złego cieszyć się.
 
Ten oddech
Co na myśl... (mi)
Przyspiesza...

Gubię w chwili...
To, co mnie onieśmiela
ośmiela.

Lubię tak marzyć
Szyć strojne historie
I że to do mnie tak mówisz... mimowolnie...

Wierzyć niebezpiecznie bezpiecznie
Że jesteś tu ze mną... I jesteś naprawdę
Że do mnie sobie coś myślisz... choćby bezwładnie.

czwartek, 8 stycznia 2015

środa, 7 stycznia 2015

W strach idę.

Gdy niepewna wiedzie mnie droga...

Nie dowiem się, dopóki nie sprawdzę.
Boję się tej drogi
Ale...

Nie dowiem się, dopóki nie sprawdzę.
Dopóki nie pójdę, nie przejdę.
Żeby nie żałować...

Dopóki nie dowiem się
Co za cyplem jest, nad morzem...
Może nic, może to złudzenie...

Ale nie wiesz, dopóki nie wykrzykniesz
Sprawdzam!
Nie ruszysz na przeciw...

Zawsze idę w strach,
Na moje życie biorę zamach.
Wydrążę lub wyschnę i przepadnę...

Dalej, dalej... ryzykownie
By być sobą bez ułudy
Otoczenia nie ciągnąć do zguby...

Trzeba się słuchać siebie
Siebie samego dogłębnie
I to bezwzględnie bezwzględnie!

Przyszłości nie zgadywać
Siebie nie przerażać.
I - tak jak kiedyś powiedziałam...

Decyzje zapadają jakby same
Z naszym, czy bez naszego
Udziałem.

A w walce z sobą samym
Trzeba się poddać.
W przeciwnym razie się właśnie polegnie...

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Obietnice są tanie.

Nietrudno słowami pozytywnie się przedstawić.

Dobrze znana
Łatwość wycofania
I wymówek wymyślania.

Ucieczka nieograniczona
Dla nieograniczonych
Umysłów.

Honor niekonieczny
Zatem pomijany.
Honor zapomniany.

Wybór, co łatwiejsze
Cięższe finalnie...
A my...
 
Bagatelizujemy się i siebie wzajemnie.
„Otwarta na przeprowadzkę...” - czy aby...
Nadążamy za własnymi słowami?

Obce deklaracje.
Słowo na zaś powiedziane rozwija
Lecz nie powinno być to zaś... zbyt daleko od nas...

Zakopane?!
Bóg mnie opuścił chyba...
Nie wzięłabym przecież pianina.