Nierozerwalnie ze smutkiem wiążę siłę
Co ze mnie coraz więcej
Wciąż jej płynie
By równoważyć straty łez rozpaczy...
Jestem tu sama.
Ale mam pewne narzędzia
Żeby się z tego wydostać.
Siła, Wiatr i Wiara.
Wesprzeć się na myślach
Zamiast nimi pogrążać.
Każde
ukłucie jak krzyk.
Bólu
hartowanie... przeraźliwy ryk!
Nie
udaję już
Że go nie ma.
Przyjmuję, obserwuję...
I nie
poddaje się mu.
Bezbronność na tarczy niosę.
Napinam
mięśnie
I czekam.
A on
znika.
(takę mamy siłę, jeśli chcemy)
Dopiero przy uderzeniu... (napinam)
Zawsze
Do końca
Wierzę...
(choć chyba tak bardziej boli...)
Widzę, jak słabnie...
Wsysam jego moc.
Żartuję,
że wkrótce
Będę
aniołem.
Oby na Ziemi...
Tymczasem
nadal człowiekiem
I może
to nieoczywiste
Zmagam
się z tą zwykłością czasem.